Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/250

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XX.

W przewonne kwiaty ciało się rozpada,
Gdy je ogarnie to tchnienie wiosenne;
By w woń zmienionych gwiazd błękitne stada,
Tak one sypią swe blaski promienne
Na śmierć, robactwo wyganiając plenne.
Z tego, co znamy, nic tu nie umiera!
Przecz ma znający być jak ostrze cenne,
Które od pochwy zdala grom pożera?...
Nad iskrą, lśniącą chwilkę, znów się mrok zawiera...



XXI.

Ach! że też wszystko, cośmy w nim kochali,
Paść ma bez śladu! Do grobu się złoży
Nawet nasz smutek!... Skąd my — wielcy, mali.
I czem jesteśmy... Widze czy aktorzy?
I jakiej sceny?... Ach! mój duch się trwoży!
Wszyscy musimy zejść się z wierzycielem
Życia, ze Skonem!... Póki śród przestworzy
Blask będzie blaskiem, ziele póki zielem,
Dzień za dniem żyć nam trzeba męką, nie weselem.



XXII.

Nic go do życia, nic już nie poruszy!
«Sieroca Matko, wstań!» Tak Ból zawoła! —
«Zbudź się i ranę zgaś płomienną w duszy,
Nawet łza jego palić tak nie zdoła!»