Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/238

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Bezduszne czyny spełniają się w świecie,
    Żyją zwierzęta, owady i ludzie,
    Od miast, od mórz, od gór i od pustkowi
    Rozbrzmiewa ziemia uroczystym głosem
    Hymnów nieszpornych lub modłów radosnych,
    A ty odszedłeś!... O ty już nie możesz
    Znać ani kochać kształtów i postaci
    Tej fantastycznej widowni, co ongi
    Wiernie-ć służyły, co są tam, gdzie ciebie
    Niema już dzisiaj!... Na te wargi zbladłe,
    Tak jeszcze piękne, choć nieme, na oczy,
    Co z śmierci czynią obraz snu, na członki,
    Nienaruszone dotąd przez robactwo,
    Niech — ani w myślach — żadna łza nie spłynie!
    Choć zgasły barwy, choć lice niebiańskie,
    Jedzone wiatrem, żyje tylko w rytmach
    Tej pieśni skromnej, niech nad tem, co przeszło,
    Wspaniałe strofy nie zawodzą żalu!
    O niechaj nad tem w lodowej niemocy
    Sił swych nie trwonią szczytne malowidła,
    Ani marmuru skamieniała boleść!
    Albowiem sztuka, wymowa i wszystko,
    Co światby spłodził, nie może opłakać
    Godnie tej straty, która w pomrok zmienia
    Wszystkie ich blaski. Ból to «zbyt głęboki
    Dla łez», gdy wszystko utracą odrazu,
    Jeśli potężny duch, co swymi blaski
    Świat opromieniał, żadnego sierotom
    Nie pozostawił jęku ni westchnienia
    Ni buntowniczej nadziei, a tylko
    Rozpacz i spokój lodowy, Natury