Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/232

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Tonęły teraz uroczyste tumy
    Świętego boru. Z pośród mchów powiędłych
    Szare wyjrzały głazy, powstrzymując
    Bieg wartkiej rzeki. Smukłe pręty chwoszczów
    Rzucają cienie na szorstkie urwiska,
    A twardą ziemię trzymają w uwięzi
    Tylko żylaste korzenie odwiecznych
    Szkieletów jodeł, ztrzaskanych piorunem.
    Powolna tutaj, ale groźna zmiana!
    Jako się bowiem z biegiem lat zmarszczkami
    Gładkie pokrywa czoło, jak bieleją
    I rzedną włosy, jak w miejscu, gdzie ongi
    Blaskiem ros świeżych płonęły źrenice,
    Dzisiaj kamienne patrzy osłupienie,
    Tak z drogi jego uciekały jaśnie
    Młodzieńczych kwiatów i cienie urocze
    Zielonych gajów wraz z wonnym powiewem
    I melodyjnem drżeniem. On, spokojny,
    Szedł za potokiem, co już potężniejszą
    Przelewał falę śród krętej doliny,
    Tor sobie ryjąc poprzez spad wąwozu
    Mocą, zimowym nasyconą śniegiem.
    Po obu stronach wystrzeliły turnie,
    Gubiąc swe czarne, obnażone szczyty
    W świetle wieczoru. Grzbiet ich, poszarpany,
    Otulający potok w gęste mrocze,
    Pełen rozpadlin, żlebów i przepaści,
    Ponurych graźni i ciemnych rumowisk,
    Odbrzmiewał hukom wody tysiącami
    Huczących głosów. Patrzaj! tam, gdzie wąwóz
    Kamienną zieje gardzielą, spadzista
    Stacza się góra, jakby nawałnicą