Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jest wesół, spokojny i panuje nad sobą. Ale nadchodzi okres, kiedy mu przedmioty te nie wystarczają. Wreszcie duch jego nagle się budzi i pragnie spotkać się z takim samym, jak on, bytem. W wyobraźni stwarza sobie istotę, którą kocha. Ponieważ zajmuje się spekulacyami najwznioślejszemi i najdoskonalszemi, wizya, wcielająca twory jego własnej wyobraźni, łączy w sobie wszystko, co jest przedziwne, mądre lub piękne, a co mógłby odmalować, jako poeta, myśliciel, kochanek. Zdolności umysłowe, wyobraźnia, praca zmysłów, domagają się współczucia odpowiednich czynników w innych istotach ludzkich. W utworze niniejszym poeta zlewa te wymagania i w jednym przedstawia je obrazie. Daremnie szuka pierwowzoru swojej koncepcyi. Złamany rozczarowaniem, do przedwczesnej schodzi mogiły.
Malowidło niniejsze nie jest pozbawione wskazówki dla człowieka rzeczywistego. — To ześrodkowane w sobie osamotnienie poety pomściły furye nieprzepartej namiętności, ku niechybnej wiodąc go ruinie. Ale potęga, która świeczniki tego świata nagle gasi i niszczy, pobudzając w nich zbytnią skłonność do ulegania jej wpływom, skazuje na powolny, jadowity upadek duchy pośledniejsze, ośmielające się wyłamywać z pod jej władzy. Los ich tem jest podlejszy i haniebniejszy, im szkodliwszą i pogardy godniejszą jest ich przewina. Na tych, którzy żadnemu szlachetniejszemu nie dadzą się porwać obłędowi, których nie podnieca żądza wątpień pełnej wiedzy, których nie uwodzą świetlane majaki złudzeń, którzy na ziemi nie ukochali niczego i niczego nie spodziewają się poza jej obrębem, na niechcących współczuwać z bliźnimi, nie radujących się radością, ani smucących się smutkiem innych — na tych wszystkich i im