Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tylko że nieraz tą swoją muzyką
W nas wszystkich razem budził wściekłość dziką.





II. Z OPOWIADANIA ZAKONNIKA.
w. 6961—7232.

Kat, wyjechawszy, zobaczył z daleka
Konno pod lasem jadącego człeka —
Coś niby giermek: w zielonym kaftanie,
Miał łuk i strzały błyszczące w kołczanie,
Kapelusz z czarną frendzelką dokoła.
«Hej! pomyślności!» tak nań kat zawoła.
«Szczęścia życzliwym!» ów giermek odrzecze,
«Kędyż tym lasem zielonym człowiecze?
Czy może we świat? w dalszą drogę może?»
Na te mu słowa odrzekł kat: «Broń Boże,
Jadę w pobliże, zamierzam tej pory
Pościągać wszystkie zaległe pobory,
Nikt memu panu płacić ich nie raczy».
«A więc poborcą jesteś?› «Nie inaczej».
Przez wstyd brudnego nie chciał wyrzec słowa,
Nie chciał się przyznać, że w nim kat się chowa.
«De par dieu! zatem widzę brata w tobie!
Bo masz poborcę i w mojej osobie.
Po okolicy tej nieznany gonię,
Więc mi przyjazne zechciej podać dłonie,
Bądźmy — jak bracia, bardzo proszę o to:
Mam w swojej skrzyni i srebro i złoto;
Jeśli cię do nas zawiodą podróże,
Czego zapragniesz, wszystkiem ci usłużę».
«Grand merci» — rzecze kat — «przyjmij podziękę».