Strona:Podróże Gulliwera T. 2.djvu/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czworonożnych zwierząt porównane z zepsuciem ludzkiem, otworzyły mi oczy i rozszerzyły mój rozsądek, że z innego wcale stanowiska czyny i namiętności ludzkie począłem uważać i myślałem, że nie warto oszczędzać honoru mojego rodzaju. Z resztą gdybym nawet i chciał, byłoby to daremnem mając do czynienia z tak przenikliwem i rozsądnem stworzeniem jak mój pan, co codzień odkrywał we mnie nowe wady, których ja dotychczas wcale nie spostrzegłem i któreby ludzie za nic nieznaczące i pospolite uważali. Przez jego przykład powziąłem największą odrazę do obłudy i fałszu: prawda zdawała mi się tak szacowną, iż wszystko jej poświęcić postanowiłem.

Mocniejsza jeszcze przyczyna która mnie spowodowała do tak bezprzykładnej otwartości i której czytelnikowi zataić nie chcę była, iż po kilkuletniem ledwo pobycie w tym kraju, uczułem taką miłość i szacunek dla jego mieszkańców, że postanowiłem nigdy nie wrócić do ludzi i przepędzić resztę życia mojego między szanownemi Houyhnhnmami, zajmując się wyłącznie rozmyślaniem i wykonywaniem każdej cnoty, w oddaleniu od wszelkich ponęt do występków. Lecz los, wieczny mój nieprzyjaciel, postanowił, aby wielkie to szczęście nie stało mi się udziałem. Teraz ta myśl jest wielką dla mnie pociechą: że we wszystkiem com tylko mówił o moich współziomkach, starałem się zmniejszać ich wady, ile tylko można było przed tak surowym i przenikliwym examinatorem, nadając każdej rzeczy jak najlepszą barwę.