Strona:Podróże Gulliwera T. 2.djvu/096

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wyspy, dla wyszukania sobie noclegu w domu prywatnym. Nazajutrz odwiedziliśmy znowu gubernatora, co nam łaskawie uczynić rozkazał. Takim sposobem przepędziliśmy z dziesięć dni na wyspie, cały dzień bawiąc u gubernatora a przez noc w oberży. Niezadługo tak się do widoku tych duchów przyzwyczaiłem, że żadnego wrażenia na mnie nie sprawiały, a jeżeli niekiedy uczułem pewną niespokojność, wnet ustąpiła mojej nieograniczonej ciekawości.

Jego Książęca Mość powiedział mi, ażebym mu wymienił wszystkich których tylko chcę od początku swiata aż dotąd umarłych, to mi ich przyzwie i rozkaże im odpowiadać na wszelkie moje zapytania, z warunkiem jednak, ażeby się ściągały tylko do czasu w którym żyli; mogę być pewnym, dodał, że mi czystą powiedzą prawdę, gdyż kłamstwo na tamtym świecie, jest wcale nieużyteczne.

Podziękowałem gubernatorowi najmocniej za tak wielką łaskę. Znajdowaliśmy się w pokoju zkad piękny był widok na cały park, i gdy najbardziej pragnąłem oglądać widowiska przepychu i okazałości, powiedziałem więc: że życzyłbym sobie widzieć Alexandra wielkiego na czele swego wojska, po bitwie pod Arabelą; który też na znak gubernatora, zjawił się z całą swoją armią na obszernem polu pod naszemi oknami.

Alexander przywołany został do pokoju. Z największą trudnością mogłem zrozumieć jego język grecki, lecz równie i on mojego wcale nie