Strona:Podróże Gulliwera T. 1.djvu/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wyglądał jak ukończony sknera, i był nim też na moje nieszczęście w całem znaczeniu, dając mojemu panu podłą radę, pokazywania mnie publicznie za pieniądze, a to na jarmarku w miasteczku poblizkiem, dwadzieścia i cztery mile tylko od naszego mieszkania odległem. Widząc że mój pan z wielkiem zajęciem mówi z tym człowiekiem, domyślałem się że ze mną coś przedsięwziąść zamierzają.

Nazajutrz dowiedziałam się od Glumdalklitch, że niespokojność moja nie była bezzasadną. Dobra ta dziewczyna z matki swej wszystko wybadała, niezmiernie przeto była zasmuconą; położyła mnie na swej piersi i rzewnie płakała, mocną trwogą przejęta, aby mnie ogromni i nieokrzesani widzowie nie zgnietli lub pokaleczyli, obchodząc się ze mną po swojemu. Poznała też moją skromność i miłość honoru, i pojęła łatwo moje oburzenie, widzieć się być wystawionym na widok najpodlejszego pospólstwa. Rodzice, mówiła, przyrzekli mi, że Grildrig ma wyłącznie do mnie należeć, ale widzę że mi pójdzie jak roku przeszłego, kiedy przyrzeczone mi jagnię, skoro stłuściało rzeźnikowi sprzedano. Więcej ją nawet los mój smucił niżeli mnie samego, gdyż nadzieja odzyskania wolności nigdy mnie nie opuściła, co zaś do hańby, być jak potwora traktowanym i pokazywanym; pocieszałem się myślą, że jestem w tym kraju zupełnie nieznajomy, i że nawet w mojej ojczyznie nie może mojego honoru splamić, gdyby się o tem dowiedziano, bo i król wielkiej Brytanji, znajdując się w podobnem położeniu, na toż samo byłby wystawiony.