Strona:Podróże Gulliwera T. 1.djvu/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się osobiście o tem wszystkiem mógł przekonać. Przyniesiono mnie więc i na stole postawiono, po którym maszerując, szpadę wyjmowałem i wkładałem, przyczem ciągle mu się kłaniałem. Pytałem się go w jego własnym języku jak się ma, i witałem najgrzeczniej: to wszystko podług rozkazów i przepisów mojej małej nauczycielki. Człowiek ten stary i osłabionego wzroku, włożył okulary dla lepszego przypatrywania się, z czego niezmiernie smiać się musiałem, gdyż jego oczy szkłami jeszcze powiększone, wydawały mi się jak dwa księżyce w pełni. Żona i dzieci mego Pana, z tej samej przyczyny nie mogli się wstrzywać od śmiechu, co go mocno rozgniewało.

Podróże Gulliwera T. 1 str 233.png