Strona:Podróże Gulliwera T. 1.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do powszechnej monarchji przywiodło. Ale ja wielą uwagami, na polityce i słuszności gruntującemi się, usiłowałem go odwieść od tego przedsięwzięcia, i powiedziałem: że nigdy niebędę narzędziem do pognębienia narodu wolnego, szlachetnego i odważnego. Kiedy poźniej rzecz tę roztrząśniono w radzie, większa część poszła za mojem zdaniem.

Otwarte i śmiałe sprzeciwienie się moje polityce i zamysłom monarchy, tak go obraziło, iż mi tego niemógł przebaczyć. Dał to poznać na radzie w mowie swojej bardzo sztucznej. Powiadano mi, że wielu z radców rozsądniejszych, milczeniem zdanie moje potwierdzali, lecz drudzy, skryci moi nieprzyjaciele, niezaniedbali niechęci cesarskiej na zgubę moją użyć. Od tego czasu rozpoczął się szereg intryg między Cesarzem i związkiem wielu niechętnych mnie ministrów, które w przeciągu dwóch miesięcy wybuchnęły i o mało mię o zgubę nieprzyprawiły. Tak to mało u monarchów znaczą największe dla nich wykonane usługi, gdy po nich nastąpi wzbranianie się ślepego ich namiętnościom służenia.

W trzy tygodnie, po mojej sławnej wyprawie, przybyło uroczyste z Blefuscu poselstwo z propozycyą pokoju. Traktat został wkrótce zawarty pod kondycyami dla Lilliputu bardzo korzystnemi. Poselstwo było złożone z sześciu Panów, mających świtę z 500 osób, i trzeba przyznać, że wjazd ich był taki, jak wielkości ich monarchy i ważności negocyacyi przystało.

Po zawarciu pokoju, w czem wpływ mój nie był obcym, Posłowie, dowiedziawszy się o uczynionej