Strona:Podróże Gulliwera T. 1.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bieniu. — Powoli, bojaźń krajowców zmniejszała się: często położywszy się pozwalałem młodym chłopcom i dziewczętom grać w krycie w moich włosach: uczyniłem też znaczne postępy w mowie krajowej. Jednego dnia Cesarz powziął myśl, dla rozrywki mojej dać widowisko, w czem naród ten, wszystkie które mi się widzieć zdarzyło tak zręcznością jak wspaniałością przechodzi. Nic jednak tyle mnie nieubawiło, jak taniec na linie, któren wykonany był na cienkiej białej nitce, około czterech stóp długiej, a na dwanaście cali wysoko od ziemi wyprężonej. Czytelnik raczy przebaczyć że zabawę tę cokolwiek obszerniej opiszę. —

Należący do tych cwiczeń, są osoby ubiegajace się o znaczniejsze urzęda w kraju i o łaskę monarchy. Od dzieciństwa zaraz wprawiani są do tej szlachetnej zabawy. Gdy jaki wielki urząd, bądź przez śmierć, bądź przez popadnienie w niełaskę (co się bardzo często zdarza) zawakuje, natychmiast pięciu lub sześciu kandydatów, podaje do Cesarza prośby, ażeby im dozwolono bawienia J. C. Mości i dwór jego tańcowaniem na linie. Kto najwyżej skacze a niespadnie, ten otrzymuje urząd. Często się zdarza, że niektórzy z ministrów, dostaną rozkaz pokazania swej zręczności, dla przekonania Cesarza, że talentów swoich nie stracili. Flimnap, wielki podskarbi, ma przywilej, że może na wyciągnionej linie o cal wyżej skakać jak którykolwiek z panów w całem Cesarstwie. Widziałem go nieraz robiącego bardzo niebezpieczne skoki na deszczułce drewnianej, przywiązanej na sznurze nie grubszym od nici zwyczajnej.