Strona:Pl Poezye t. 1 (asnyk).djvu/057

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Wykarmione wieszczym duchem
    Ody, hymny lub peany
    Jęczą teraz pod obuchem
    Mechanicznej sił przemiany.

    Tren miłosny lub ballada
    W swym rynsztunku idealnym —
    Wszystko pierzcha, wszystko pada,
    Przed doborem naturalnym.

    Ta broń straszna w ręce tłumu
    Rozstrzygnięcie daje łatwe:
    W imię świętych praw rozumu
    Apollina biją dziatwę.

    Trubadury i minstrele,
    Poetyczne bardów pułki,
    Otrzymawszy sińców wiele
    Przez Parnasu mkną zaułki.

    I niejedna nawet Muza,
    Zaskoczona przez studenta,
    Oberwała nagle guza,
    Który długo popamięta.

    Aż nareszcie śpiewne bractwo
    Woła: „Ratuj, Apollinie!
    Ukarz jawne świętokradztwo,
    Bo sług twoich ród zaginie.”