Strona:Pisma wierszem i prozą Kajetana Węgierskiego.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Od was mamy wszystkie plotki,
Przed waszém świętém obliczem
Żaden się nieskryje z niczem.
Co za klauzurą w klasztorze,
Co w domu, lub wielkim dworze,
Co w pokątnej kamienicy
Robią ciszkiem kanonicy,
Co mężatki, co mężowie,
Wszystko wasz język opowie,
Jesteście czasem łaskawe
Sprawujecie nam zabawę,
Pewne przez wyrok niebios będąc o swój wieniec,
Że się nań nie pokusi swywolny młodzieniec.
Hej waleczny wojowniku!
Walisz na siwym koniku,
Dobrze mieć u Panów względy
Gładko idą facyendy,
Coś niedawno był gołota,
Świeci sio w kieszeni złoto.
Najlepszy zysk początkowy
Który poszedł od Montowy,
Niezbaczaj z drogi poczciwéj,
Przez żonę będziesz szczęśliwy.
Życzę chciwym handlarzom towar schować wszelki,
A nadewszystko wino z czarnemi butelki.
Jedzie Mars w ludzkiej postaci.
Zje, wypije, niezapłaci,
Przez sani kredyt tylko żyje,
Kto niewierzy, tego bije,
Świadkiem z Jeziorną jest Wola,
Kędy zbroczył suche pola,
Szczęście, że niekrwawym sztychem,
Ale rzęsistym kielichem.