Strona:Pisma wierszem i prozą Kajetana Węgierskiego.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Żal mi was panny kochane
Jesteście nierozeznane.
Ta zgraja bystrej młodzieży
Co za wami wszędzie bieży
Są to pstokrate motyle,
Lubią kwiatki, lecz na chwilę.
Darmo kokietujesz Basiu,
Próżno nastawiasz się Kasiu,
I ty z nasiekaną buzią
Nieułowisz chłopca Rózio!
Oto jedzie Maryś z brzuszkiem,
Darmo zakrywa fartuszkiem,
Ani rogówka szeroka
Od bystrego schroni oka.
Tobie tłusty Bucefale
Nieprzeszkadzają rywale
Jedziesz sam na sam z swą Florą,
Lecz mnie na to złości biorą,
Że pod płaszczem przyjaciela,
Ma ktoś z ciebie zwodziciela.
Owoż ta przy srogiej cnocie,
Na wsi schowana w prostocie,
Już Adonisa złapała,
I co gadać nieumiała,
Sam widziałem jak na migi,
Wiodła miłosne intrygi.
Mąż zaś, aby był zawsze dobrej o niej wiary,
Kolorowe mu na nos wdziała okulary.
Patrzy na wszystko bez trwogi,
Jakbym przysiągł że ma rogi.
Przykładne, czyste dziewice,
Rodzoniutyńkie siostrzyce,
Idźcie pobożne dewotki!