Strona:Pisma wierszem i prozą Kajetana Węgierskiego.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I ten motłoch, co ledwie godzien jest spojrzenia,
Będzie się z zacniejszego urągał stworzenia.
Jak kiedy lew ogromny wskroś strzałą przeszyty
Zgonem swym grożąc zbójcy wyzionie jelity,
Jeśli już w nim nie czuje dzielnej krwi gorąca,
Gnuśny osioł go s wojem kopytem potrąca....
Lecz po co nad tym celem zastanawiam pióro?
Że żyją ludzie tacy, tyś winna naturo!
Tyś winna, że wydając nikczemne istoty,
Dopuszczasz najznacniejsze kazić twe roboty.
Ja, póki ten ród będzie, zawsze sarkać muszę;
Jeśli chcesz, żebym chwalił, pokaż wielką duszę!





DO BONAFINI.
(Kochanki Stan. Augusta. — Wiersz Bielawskiego.)

Każdy wzdycha do ciebie, ja do twego głosu,
Nie miała wierna Dydo tak pięknego losu,
Eneasz ją porzucił wzgardziwszy kochaniem,
Ta się z żalu zabiła niemogąc iść za nim,
Szczęśliwsza od Królowy śliczna Bonafini,
Co stary Rzym z Kartagą, ona z nami czyni.





DO TEJŻE, RADA Z OKAZYI WIERSZA BIELAWSKIEGO.
(Węgierskiego.)
Et patior telis vulnera facta meis.
Ovid


Niechaj cię Bonafini nie unosi pycha,
Że do głosu twojego cny Bielawski wzdycha,
Frant to wielki i nieraz przyznał się przed nami,
Że zwyczajny za progiem wzdychać i za drzwiami.[1]





  1. Przypis własny Wikiźródeł Bielawski pisał w pieśni Zawszem cię kochać umyślał:

    „Bo kochanie jest mym Bogiem,
    Wzdychać będę i za progiem.”

    Natomiast w komedii Natręci znajdujemy:

    „Nie przerywając jej czasu do czasu
    Wzdychałem sobie u drzwi bez hałasu.”