Personat! niem a co powiedzieć. A wąs! mój dobrodzieju! wąs! mój nawet marszałkowski przed nim ustąpićby musiał z placu. Za nim sześć pięknych, młodych, wysokich a opiekłych dziewek, w czerwonych axamitnych gęsto galonowych gorsetach i błękitnych gredyturowych spodnicach. Wszystkie sześć grzmiały na waltorniach hucznego marsza; a za niemi szła szlachta, krzesząc w takt pałaszami iskry z kamieni.
Tak przeciągnąwszy p rzez wszystkie ulice i zgromadziwszy około siebie tłum ludu dziwiącego się takiej paradzie, pan Rudomina przyszedł do kwatery wojewody, i rejestr swej partyi złożył mu w ręce.
— Ojcze święty! — zawołał wojewoda, patrząc na waltornie — miałbym tego za trzy litery, ktoby się do takiéj partyi nie łączył.
Pan Stanisław Swieboda, mój dobry przyjaciel, przyprowadził także z pięćdziesiąt rębaczów takich jak sam: a faworyt to pana wojewody i filar nasz sejmikowy, bo trudno znaleźć takiego jak on graczą do korda.
W wigilją reassumpcyi sejmiku, pan wojewoda rano po śniadaniu rzekł do zebranej drużyny: — Ojcowie święci! kto łaskaw ze mną do obejścia prześwietnych urzędników województwa naszego, poczynając od pana podkomorzego Sielickiego?
— Dla czegóż pan podkomorzy piérwiéj nie złoży submissyi panu wojewodzie? — odezwał się pan Rudomina.
— Mniejsza o to, ojcze święty! Nie idzie tu o preeminencyą, ale o sprawę publiczną. Owszem, dajmy z siebie przykład umiarkowania naszym przeciwnikom, i dajmy pierwszy krok ad unanimitatem w sejmiku. Pójdźmy.
Więc ruszyliśmy wszyscy, i zabrawszy jeszcze po drodze pana podwojewodziego Korsaka, naszego także adherenta, szliśmy w kilkunastu za panem Wojewodą.
- ↑ Tytuły nad oddziałami są — wydawcy.