Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (ed. Tyg. Illustr.) vol. 81.djvu/258

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—  254  —

tak sentymentalnej. W dzisiejszych pozytywnych czasach, w wieku fizyologicznych romansów, jest to dziw prawdziwy, aby ktoś, wziąwszy harfę w rękę, zapomniał o świecie bożym i zapatrzony w „nieznajomą“ rozpoczął pod dewizą:

„Had we never lov‘d sae kindly —
„Had we never lov‘d sae blindly —
„Never met — or never parted —
„We had ne‘er been broken—hearted.

Ach!... Słychać naokoło szmery westchnień... i ciche jęki „smutków błahych, wiotkich, kruchych“... Ale że tego w dzisiejszej literaturze niema nadto, że sentymentalizm w małych dozach ma swój smutny wdzięk, więc owe listy można czytać bez ckliwości, pod warunkiem, że drugi tom będzie na inną nutę. Pierwsza nowella jest illustracyą tematu: „On pojechał, on nie wróci“. Wiosna wszędzie roztacza zapachy i uśmiechy. Przed nami park, klomby kwiatowe, rozkwitłe bzy i czeremchy, a wśród tej dekoracyi dwie kobiety.
— Celinko — mówi starsza.
— Słucham, mateczko.
— Pan Adam prosił mnie o twą rękę.
— Pan Adam, o mą rękę?...
Celinka go nie chce; westchnienie podnosi jej stanik.
— Ty myślisz o kim innym, Celinko...
Nowe westchnienie, mdły rumieniec:
— Tak...