Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (ed. Tyg. Illustr.) vol. 81.djvu/200

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—  196  —

kiem, zgodziliby się na jedną odpowiedź: uczyć go czyta, dać mu oświatę i rozeznanie tego, co jest dobre, od tego, co jest złe. Pewien Zulus czy Hotentot, proszony przez misyonarza, żeby dał przykład, co jest złe, odpowiedział:
— Złe jest, jak mi kto żonę ukradnie.
— A dobre? — pytał dalej ksiądz, ucieszony pojętnością dzikiego wychowańca.
— Dobre, to jak ja komu ukradnę.
Owóż dotychczas nasi prowincyonalni Słowianie mają pojęcie złego i dobrego nader zbliżone do pojęcia owego Zulusa — i pojęcie to utrzyma się dopóty, dopóki usiłowaniom duchowieństwa i ludzi prywatnych nie przyjdzie w pomoc szkoła.
Inaczej wychowańcy natury muszą dziczeć, jakkolwiek drogą inicyatywy prywatnej robi się u nas dość wiele. Obecnie jest znowu projekt konkursu na napisanie żywotów świętych, jakich wydał kraj tutejszy.
Mówiąc o tym konkursie, popełniam pewną niedyskrecyę, ale to ogólna wada dziennikarzy. Bliższy projekt konkursu ogłosi w przyszłym numerze „Biblioteka Warszawska“, do niej więc odsyłam czytelników. Tymczasem pozwolę sobie tylko zauważyć, że rzecz jest dobra i chwalebna. Celem „Żywotów“ będzie 1-o zbudowanie moralne czytelników i 2-o poznajomienie i z czasami, w których żyli św. Wojciech, św. Stanisław, św. Kinga, św. Kazi-