Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (ed. Tyg. Illustr.) vol. 81.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—  137  —

słuszności! Te czasy, w których czczono jemiołę, minęły dawno i bezpowrotnie. Świat uszanowałby pochodzenie dopiero wówczas, gdyby ci, którzy się niem szczycą, zrozumieli, że pochodzenie — to obowiązek i ciężki obowiązek dawania przykładu, przechowywania tylko zacnej i wysokiej tradycyi — i przodowania gorliwością w pracy społecznej.
Czy są to tylko pia desideria? Czy z pergaminów korzystać będą tylko myszy? czy posiadacze ich nie wyciągną z nich nauki o obowiązku? Być może, że się ma ku lepszemu. Nie należymy do niepocieszonych pesymistów. Na polu pracy spotyka się coraz większy zastęp rodzimych nazwisk. Słychać o nich i w przemyśle i w handlu. Może też ten drugi zastęp przybyłych „dla edukacyi“ pracowitych próżniaków nie będzie się zasilał nowymi przypływami — i mniej głośno rzucał w oczy swoje eks, eks... Bo powtarzamy raz jeszcze, że tradycya rodowa jako ostroga do pracy ma swoją racyę bytu, jako pretensya do kogoś lub czegoś, będzie karmić tylko próżność, ale w dzisiejszych czasach nawet próżności nie nasyci...


Podobno też straszą nas trochę i niepotrzebnie doniesieniami o różnych epidemiach w