Strona:Pilot św. Teresy.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tować. On nie jest wygredny[1], zato ja bardzo. Naprawdę mógłbyś lepiej gotować. Dobranoc.”
Ojciec wracał, kładliśmy się spać. Słychać było, jak skarabeusze drążą drzewo w chacie. Ptaki nocne krzyczały na brzegu rzeki. Moskity brzęczały. Psy naraz zaczynały szczekać chórem.
Ale przeczytajmy, co Bourjade sam w jednym liście pisze o utrapieniach swego stanu:

„Jestem w Rapie, w niedzielnej ciszy i samotności. Odmówiłem brewjarz i pod wpływem modlitwy pierzchły przykre wrażenia poranne.
Pytacie z pewnością, co przez to rozumiem: oto mój mały własny program niedzielny, taki sam prawie w każdej wsi.
Od świtu już męczy mnie myśl o kazaniu, które wygłosić mam podczas Mszy świętej. Obmyśliłem oczywiście dyspozycję, zanotowałem ją, aby móc przyjść z pomocą pamięci. Ale teraz trzeba te myśli wyrazić w języku Roro, rozwinąć je. Wszystko to wymaga słów wielu i rozmaitych. Otóż źródło — ma głowa — jest jeszcze ogromnie ubogie.
  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – wybredny.