Strona:Pilot św. Teresy.djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Spotykamy po drodze parafjan ojca. W przystani wymienią płody i owoce swych ogrodów na płody morza, przywiezione przez pirogi. Witają radośnie:
— Pata Leo! Pata Leo! (zam. father Leo).
Widzę, że o. Leon jest tu kochany.
W sam upał przybywamy do wioski, poświęconej św. Juljuszowi, którą wierny Bourjade zamierza ofiarować swej błogosławionej (Teresie od Dzieciątka Jezus), jak tylko zostanie kanonizowana.
Oto chata Bourjade'a-pustelnika. Przedsionek, rozmiarów dwóch metrów kwadratowych, i cela, wielkości czterech metrów kwadratowych. W celi jest okno! Kosze, wielki kufer, stół, dwa krzesła, hamak i siennik. Dzielimy się pustelnią! Na każdego wypada po jednem krześle, a na noc ja dostaję siennik, ojciec zaś będzie spał w hamaku.
Gadu-gadu, zagłębiamy się w słownikach. Przez trzy dni brniemy przez język Roro. Bourjade miał skłonność do form biernych i tworzył śmiało nowe rzeczowniki przy pomocy sufiksu „i”. Dążył do dokładniejszego układania modlitw. Wreszcie zaczął śpiewać na nutę „Nagrodą za to jest niebo”: Jetsu, Jetsu, oamiai