Strona:Pilot św. Teresy.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


roznosili zwiedzający wyspę podróżni, umieszczeni w niej na jedną noc. Nazywano ją hotelem „Pod krabem”...
Kaplica chyli się ku upadkowi (o. Norin pisze to po śmierci Bourjade'a), i niesposób przechowywać hostyj w tabernakulum, opanowanem przez termity. Znalazłem gotycki ornat zmarłego i to mnie wzruszyło, ponieważ znana mi jest tkliwa jego historja. Ornat ten był niegdyś ślubną suknią.
Wszyscy ludzie wyjechali na dobywanie saga, albo też pracują rozproszeni w ogrodach wyspy. Kiedy są w domu, spełniają obowiązki religijne nawet z pewną ładną szczerością i prostotą, dzięki której przezwano ich świętemi niewiniątkami. Ale życie zmusza ich do częstego opuszczania wsi rodzinnej, a wówczas kapłan jest trochę sam. Jest z pięćdziesięcioro dzieci, które Mika, katecheta, przyprowadza w oznaczonych godzinach. Wówczas uczy dzieci, odmawia z niemi modlitwy i przysposabia je do życia chrześcijańskiego.
Po trudach dziennych i nocnych misjonarz powracał z roztrzęsionemi nerwami do swych moskitów w Pinupace, gdzie znajdował jedzenie bez smaku i conajmniej sześćdziesiąt powo-