Strona:Pilot św. Teresy.djvu/089

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bagniste i zdradliwe wody rzeki Oreke. Między temi miejscowościami misjonarz wciąż wędrował, zmuszony je odwiedzać bezustannie w służbie dusz. O. Norin, jego przyjaciel, a później następca, tak opisuje jego życie:
„W Pinupace rzucają się na mnie moskity. Małe, czarne moskity, które potrafią ukłuć przez khaki. Widziałem wczoraj białe anofele, które podobno zaszczepiają febrę błotną. W Rapie są wielkie, kosmate i na wysokich nogach, lęgnące się w błotach zbyt tłustych. Przez całą noc padał deszcz...
Otóż siedzę tu w dusznych wyparach wilgotnego dnia. Napróżno się opędzam. Brzęczące bestyjki są natarczywe, zgłodniałe. Przylepiają się do palców, ślizgają się po ołówku, czepiają się uszu, pchają się do nosa. Plagi egipskie musiały być naprawdę straszne. Cała Papuazja jest dziś jednym Egiptem irytującym, rozparzonym, rojącym się od żab, krabów, pająków i wszelakiego robactwa.
Próbuję odtworzyć sobie na tem tle postać Bourjade'a.
Spokojnie pracował w tej szopie z nieprzemakalnego płótna, stojącej tu już conajmniej dwadzieścia lat, której sławę szeroko, daleko