Strona:Pilot św. Teresy.djvu/070

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przez szafirowe, słoneczne morze Śródziemne bynajmniej się Bourjade'owi nie dłużyła.
Każdy nowoczesny statek przepływa kanał Sueski w ciągu jednej nocy. „Aramea” wlokła się przez kanał kilka dni. Ale dla Bourjade'a nie było to bynajmniej przykre. Z kanału widać górę Synaj, poszarpaną, najeżoną skałami, sterczącą groźnie wśród pustyni. Ucho człowieka, w którym wieki minione są żywe, słyszy tu echo głosów, które niegdyś rozbrzmiewały na tej pustyni, i echo gromów, jakiemi Bóg dyktował Mojżeszowi swe przykazania.
Po wyjściu z kanału statek wykręcił na południowy wschód, kierując się w stronę Australji. Znowu bezmiar mórz; o zachodzie słońca stada ryb latających; syte barwy zachodów i wschodów słonecznych; ciche, ciepłe noce i modro świecący szlak za statkiem; tu i owdzie białe światło latarni morskiej lub błękitne cienie dalekiej wyspy.
A oto jedna z nich, na której grupka misjonarzy musi wysiąść — Thursday-Island w cieśninie Torres. Na wyspie tej trzeba było poczekać na statek, obsługujący Nową Gwineję i północne wybrzeża Australji. Ale napróżno czekano — statek niewiadomo z jakich powodów przestał kursować. Natomiast tu, na Thurs-