Strona:Pilot św. Teresy.djvu/069

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


morskich są odmładzającą i wzmacniającą kąpielą dla dusz zmęczonych i smutnych. Taką zaś po przejściach wojennych była z pewnością dusza Bourjade'a. Zresztą sam „Pilot św. Teresy” określił dni swej podróży morskiej jako dni wypoczynku.
Prócz tego on, który jak każdy przeciętny Francuz podróżował niewiele i dotychczas poza ojczyzną był tylko w Hiszpanji i Szwajcarji, poznawał teraz świat, przyglądał się nowym widokom, nieznanym ludziom, pracy w portach, życiu morskiemu, słuchał nieznanych języków, przysłuchiwał się niesłyszanym dotychczas pieśniom, z bezpiecznej odległości, z pokładu statku, oddzielonego głęboką wodą od ludzi i spraw ich, tak bardzo nieraz brudnych. Wszystko to marność wobec zadania, czekającego Bourjade'a w Oceanji.
Nie trzeba jednak myśleć, że Bourjade był na te drobne sprawy ludzkie obojętny, lub miał dla świata pogardę. Życie składa się z różnych spraw bardzo nieraz drobnych i nieważkich, lecz misjonarz, któryby był na nie obojętny, nigdy nie trafiłby do duszy ludzkiej poprostu dlatego, że nie znałby jej. Trzeba mieć serce dla życia. A tedy możemy być pewni, że podróż