Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/378

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


straganiarza, każącego sobie płacić za sprzedany towar. Gorzej jeszcze — straganiarz sprzedaje towar — rzecz konkretną. Lecz lekarz sprzedaje przecież swą wiedzę i doświadczenie, zmuszony zresztą do tego obecnymi warunkami bytu.
I dlatego też z dużo większym zadowoleniem leczę pacjenta, członka ubezpieczalni, gdyż unikam wówczas kłopotliwego odpowiadania na pytanie „Ile płacę Panu Doktorowi?“.
Ubezpieczalnia zapewnia mi byt, a więc nie potrzebuję uniżać przed każdym pacjentem żądaniem zapłaty za wyświadczoną usługę.
Obserwowałem wielu lekarzy materialistów, którzy uważali, że na to kończyli gimnazjum i uniwersytet, na to poświęcili kilkanaście lat życia, aby po zdobyciu dyplomu jak najdrożej sprzedać swą wiedzę i jak najszybciej dojść do majątku. Lecz ludzie tacy rzadko kiedy potrafili urzeczywistnić swe zamiary. Chorzy bardzo szybko zorientują się, czy dany lekarz jest lekarzem z powołania i pełni swój zawód z myślą, by ulżyć cierpiącej ludzkości, czy też wręcz przeciwnie — lekarz jest kupcem, który pełni swe obowiązki jedynie ze względu na oczekiwane wynagrodzenie. Że ostatecznie chorzy garną się do lekarza-ideowca, a omijają z daleka lekarza kupca — tłumaczyć nie potrzeba. W wyniku tego lekarzowi, który pracuje z powołania, a bez myśli o korzyściach materialnych, Bóg zawsze pobłogosławi i większą praktyką, a co za tym idzie i dobrami materialnymi. Tak też stało się ze mną.
Nie pracowałem nigdy z myślą o pieniądzach. A jednak od pierwszej chwili powodziło mi się dobrze i zarabiałem więcej od większości kolegów.
Żyłem więcej niż skromnie — zresztą warunki pracy nie pozwalały nawet na zbyt dostatnie życie.
To też po kilkunastu latach twardego życia mam za sobą po pierwsze przeświadczenie, że ubiegłego czasu nie zmarnotrawiłem, lecz zużyłem go na sumienną opiekę nad zdrowiem i życiem ludności mego rejonu. A po drugie — posiadam majątek, choć nie magnacki, lecz taki, który mógłby mi zapewnić utrzymanie, gdybym wskutek choroby nie mógł już na chleb pracować.
Mimo to, a raczej może właśnie dlatego, że stałem się już mniej zależny materialnie od praktyki lekarskiej — pełnię tę praktykę przede wszystkim z myślą ulżenia choremu i służenia mu moim doświadczeniem, którego w ciągu kilkunastu lat pracy nabyłem.
A teraz odwrotna strona medalu.
Nie chcę bynajmniej powiedzieć, abym nie miał jednak wrogów i nieprzyjaciół.
Każdy, któremu powodzi się nieco lepiej niż innym — narażony jest na zawiść ludzi złych.
Jeśli bym przepił, czy przegrał w karły zapracowane ciężko pieniądze — wówczas było by wszystko w porządku. Nic bym nie posiadał i nikt