Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/369

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zastanówmy się jeszcze przez chwilę, czemu lud ma swoje przesądy i czemu wierzy raczej znachorowi, niż lekarzom. Jest to wynikiem niedostatecznego zżycia się ludu z lekarzem, oraz trudnościami w uzyskiwaniu pomocy lekarskiej.
Trudności te są najczęściej natury materialnej. Wielu lekarzy nie może jeszcze zrozumieć, że chłop żyje dziś w opłakanych warunkach finansowych i każda złotówka ma dla niego wielkie znaczenie.
To też jeśli są lekarze, którzy każą sobie płacić za poradę 10 czy 15 złotych — tacy lekarze stwarzają dookoła siebie nieprzebyta zaporę, której nie może przekroczyć niezamożny chłop.
Nic dziwnego, że chłop zmuszony jest leczyć się u znachorów i babek wiejskich.
Jeśli natomiast lekarz ustali za porady taryfę dostosowaną do zdolności płatniczych ludności wiejskiej — to przez to samo powoduje on, że ludność w razie choroby nie będzie już szukała pomocy u znachorów, lecz przyjdzie do lekarza. Na takiej obniżce taryfy wyjdzie więc lepiej ludność, ale też i lekarz, który uzyska przez to rozległa klientelę prywatną, płacącą może mniej, niż zwykli likwidować sobie lekarze w Warszawie czy Krakowie, lecz za to ilość pacjentów spowoduje, iż lekarz prowincjonalny stać może materialnie o wiele lepiej, niż jego „drogi“ kolega w Warszawie, mający jednego czy dwóch pacjentów dziennie.
Jeśli natomiast lekarz prowincjonalny nastawiony jest tak, jak pewien kolega, który mówił: „wolę mieć jednego pac|enta dziennie i dostać za to 15 złotych, niż pełną poczekalnię hołoty, która mi będzie płacić po 2 złote od zbadania“ — to taki lekarz odstręcza ludność nie tylko od siebie, lecz i od lecznictwa w ogóle, a przy tym szkodzi sam sobie materialnie, wystraszając pacjentów wysokimi rachunkami.
Jeśli więc chcemy walczyć ze szkodliwymi przesądami i znachorstwem, to musimy starać się, by w naszych osiedlach i miasteczkach praktykowali lekarze-społecznicy, którzy potrafią zżyć się z ludem, wczuć się w jego bolączki, przez swe postępowanie i taryfy przyciągają ludność do lekarza i medycyny, a przez to podciągają wzwyż opłakany stan higieniczny prowincji polskiej.


Prawo i medycyna.

Sprawa, która lekarzowi prowincjonalnemu przysparza wiele kłopotów, absorbuje dużo czasu, a w rezultacie przynosi minimalne korzyści — to czynności sądowo-lekarskie.
W wielkich miastach uniwersyteckich funkcje lekarzy sądowych pełnią profesorowie medycyny sądowej wydziałów lekarskich. W miastach nie uniwersyteckich funkcje te pełnią lekarze urzędów. No prowincji — obarcza się tym obowiązkiem lekarzy praktyków.
Czego sądy wymagają od nas?