Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/351

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Istnieje w skarbowości poważna tendencja, by zaprowadzić przymus prowadzenia ksiąg kupieckich dla wszystkich przedsięborstw handlowych i przemysłowych.
Możliwe, iż tendencja ta ma swoje uzasadnienie — ostatecznie kupiec powinien znać się na księgowości i od biedy można wymagać od niego, by prowadził przepisowe księgi. Lecz nonsensem jest wymagać tego od lekarza, który przecież kupcem nie jest, księgowości nigdy się nie uczył, a poza tym nie zawsze ma czas na żmudne zapisywanie do ksiąg, bilansowanie i t. d.
A tymczasem praktyki Urzędów Skarbowych zmuszają lekarzy do prowadzenia przepisowych ksiąg i to pod karami dochodzącymi do tysięcy złotych. Nie trzeba sobie wyobrażać, że ta kara przyjdzie do lekarza w swej prawdziwej postaci — t. j. jako mandat karny. To nie ma miejsca — nie ma bowiem przepisu, któryby nakazywał lekarzowi prowadzić księgi handlowe.
Lecz gdy lekarz ksiąg tych nie prowadzi — otrzyma on tak fantastyczne wymiary podatkowe, że musi przepłacić podatków po kilka tysięcy złotych rocznie.
Odczułem to doskonale na własnej skórze.
W pierwszych latach mej praktyki nie prowadziłem ksiąg handlowych — nie miałem więc dokładnego zestawienia mego właściwego dochodu.
Podatek wymierzono mi stosunkowo duży, lecz były to dobre czasy, zarabiało się dużo, więc nie chodziło nikomu o paręset złotych przepłaconego podatku.
Lecz sytuacja uległa zmianie w latach kryzysowych. Dochody z praktyki skurczyły się bardzo znacznie, a jednocześnie zaczęły zwyżkować wymiary podatków. Naczelnicy Urzędów Skarbowych idąc po linii najmniejszego oporu, zaczęli śrubować podatki z tych, którzy jeszcze cośkolwiek posiadali. A że ilość tych szczęśliwych była coraz mniejsza, więc śrubę podatkową dokręcano coraz energiczniej.
W końcu doszły Urzędy Skarbowe do takich absurdów, że n. p. przyjęto (w moim przypadku) iż dochód z praktyki prywatnej w roku najgłębszego kryzysu był 300% wyższy od tegoż dochodu w roku 1928, a zatem w roku dobrej koniunktury. Co prawda komisje odwoławcze przy Izbach Skarbowych obniżały nadmierne wymiary, lecz wygórowany podatek musiał być zapłacony, a załatwienie odwołania trwało 2 — 3 lat.
Poza tym podobne praktyki Urzędów Skarbowych miały najfatalniejszy wpływ na nastawienie obywatelskie płatnika. Najlojalniejszy obywatel, widząc, iż jego zaznanie podatkowe jest traktowane w Urzędzie jako „świstek papieru“ — co gorzej — jako próba oszukiwania władz — traci cierpliwość i zostaje wprost pchany w objęcia grup opozycyjnych, wszystko i jedno czy z prawej, czy z lewej strony.