Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/299

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie lekarstwo. Wówczas — przy następnej wizycie chory zwróciłby lekarzowi uwagę, iż lekarstwo nie skutkowało, względnie iż dolegliwości nawet się wzmocniły po zażyciu lekarstwa, a lekarz skonfrontowałby swe rozpoznanie poprzednie i ostatecznie rozpoznałby należycie chorobę.
Jeśliby mimo wszystko stan chorego nie uległ poprawie, wówczas lekarz domowy nie ociągałby się napewno z przekazaniem chorego p. G. do szpitala, gdzie zastosowanoby wszystkie nowoczesne środki rozpoznawcze, więc w przypadku p. G. — prześwietlenie, badania chemiczne soku żołądkowego, badanie kału i t. d., po czym z dokładnym wyjaśnieniem rodzaju choroby oraz z wskazówkami jak w dalszym ciągu leczyć chorego, przekazanoby go w ręce lekarza domowego, a ten, obserwując chorego od pierwszej chwili powstania choroby, względnie nawet znając go jeszcze uprzednio, zanim na daną chorobę zapadł, mógłby wyleczyć chorego o wiele prędzej i skuteczniej, niż uczyniło to kilkunastu lekarzy, pobieżnie tylko widzących chorego, a nie pozostających ze sobą w żadnym, choćby najluźniejszym tylko kontakcie.
Przy nieograniczonym wolnym wyborze lekarza chory wystawiony jest na niesłychane niebezpieczeństwo, iż dostać się może w ręce „lekarza“ szarlatana, których niestety nie brak w żadnej okolicy. Sumienny lekarz poleci poważnie choremu dłuższą, uciążliwą często kurację, a na pytanie, tak często nam stawiane: „czy może Pan Doktór gwarantować, iż kuracja bezwzględnie choremu pomoże?“, żaden sumienny lekarz nie może dać stuprocentowej gwarancji. Inaczej szarlatan bez dyplomu lekarskiego, a czasem niestety i z dyplomem. Ten obiecuje choremu gruszki na wierzbie, nie myśląc zresztą o tym, że dotrzymanie obietnicy jest przeważnie niemożliwe. Chory w swej wędrówce od lekarza do lekarza nie zatrzyma się właśnie przy tym sumiennym lekarzu, nie chcącym zbyt zawczasu obiecywać, lecz raczej przy szarlatanie, który będzie zwodzić szukającego ratunku chorego malowniczymi mirażami przyszłego zdrowia.
Helena Z. z K. zachorowała na krwawienie maciczne. Badanie wykazało raka macicy. Wobec tego zaleciłem chorej natychmiastowy wyjazd do szpitala celem operacji i wycięcia macicy. Kobieta, bojąc się operacji, udała się do lekarza w sąsiednim mieście. Ten potwierdził jej moje rozpoznanie i zalecił jak najszybsze poddanie się operacji. Ale w dalszym mieście mieszkał okrzyczany jako sława lekarz, mający w swej willi baterię różnych kwarcówek, rentgenów i innych cudów. Chora, jak to chora, posłuchała namów sąsiadów i zanim wyjechała na operację, spróbowała szczęścia jeszcze u tego „cudotwórcy“, którego znałem głównie z tego, że na wszystkie choroby zalecał 12 naświetlań kwarcówką i 12 zastrzyków, co w sumie przynosiło mu przeszło 100 złotych od każdego pacjenta, który wpadł w jego ręce. To też i gdy moja chora z rakiem macicy przyszła do tego pana — to aczkolwiek widział wyniki badań i jako lekarz wiedział, że chorą należy jak najszybciej przesłać do operacji — mimo to wolał widocznie i od niej zarobić stokilkadziesiąt złotych; zapew-