Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/273

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A takie przedwczesne przerwanie systematycznego leczenia gruźlicy sprawiłoby, iż przy pierwszej sposobności banalnego przeziębienia — gruźlica zniszczyła by organizm chorego.
Podobnie Stanisław M., robotnik fabryczny — zgłosił się u mnie przed 10-ma laty. Stwierdziłem wówczas u chorego początkującą gruźlicę płuc. Chory leczył się początkowo w domu, w międzyczasie Kasa Chorych skierowała M. do sanatorium, gdzie przebywał kilka miesięcy. Po powrocie — leczył się sumiennie dalej i dziś po 9-ciu latach jest tęgim mężczyzną, ojcem czworga dzieci, choć pracuje ciężko w fabryce wapna. Również Katarzyna P. 40-letnia matka 5-ciorga dorastających już dzieci, przed kilku laty zapadła na złośliwą formę gruźlicy płuc, zaczęła silnie pluć krwią. Prześwietlenie wykazało tworzenie się jam płucnych, chora gorączkowała i gwałtownie chudła. Kasa Chorych wysłała chorą do sanatorium i po 3 miesiącach pobytu chora wróciła już bez gorączki, przybrała na wadze i przestała kaszleć. Po roku znów stan uległ pogorszeniu. Chorą ponownie wysłano do sanatorium, skąd po kilkumiesięcznym pobycie powróciła do domu w bardzo pomyślnym stanie. Po dwóch latach chora znów została na trzy miesiące umieszczona w sanatorium i dziś — aczkolwiek jeszcze nie jest zupełnie zdrowa, to jednak wygląda i czuje się dobrze, musi jednak dbać o stan swego zdrowa. Uwzględniając, iż kilkumiesięczny pobyt w sanatorium kosztuje około tysiąca złotych — mogę stwierdzić, iż gdyby chora nie była żoną robotnika, członka Ubezpieczalni, lecz n. p. żoną średnio-zamożnego kupca, czy też rolnika, to nie byłoby mowy, by w czasach obecnego kryzysu gospodarczego mogła się tak starannie leczyć, co zapewnia jej przynależność do Ubezpieczalni Społecznej, na którą różni pismacy tyle pomyj wciąż wylewają.
Lecz i bez leczenia sanatoryjnego — systematyczne leczenie domowe również zapewnić może pomyślne wyniki, jak zobaczymy na przykładzie Bronisławy H. Chorowała dłuższy czas, lecz nie zgłaszała się do mnie, lekceważąc sobie suchy kaszel, brak apetytu i temu podobne objawy początkującej gruźlicy. W końcu, ulegając życzeniom męża, przyszła do zbadania. Wynik tego pierwszego badania był jak najfatalniejszy. Stwierdziłem zaawansowaną gruźlicę płuc, zarządzone prześwietlenie wykazało w prawym płucu trzy, a w lewym dwie jamy wielkości kurzego jaja. Chora nie chciała opuścić swego domu. Zapisałem stosowne leczenie. W ciągu blisko dwóch lat odwiedzałem chorą, zmieniałem w razie potrzeby lekarstwa, stan chorej stale się polepszał i dziś, Bronisława H. nie kaszle, nie gorączkuje, sama prowadzi gospodarstwo i uważa się za zdrową. Robione niedawno prześwietlenie wykazało, iż nawet jamy w płucach zarosły i zagoiły się.
Jeśli chodzi o leczenie gruźlicy u młodocianych, to przytoczę przykład 14-letniej Stanisławy Z. Ojciec dziewczynki pozostawał dłuższy czas bez pracy i w tym czasie matka dziewczynki zmarła na gruźlicę. Dziewczynka, pielęgnując matkę, zaraziła się gruźlica, i gdy ojciec w kilka mie-