Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Więc zabieram narzędzia do wszystkich możliwych krwotoków i jadę pociągiem. Biorę tragarza do rzeczy, bo zabieram pół ordynacji. Biorę drugiego w Lachowicach i szukam mieszkania ubezpieczonej. Znam tylko jej nazwisko. Po długich a ciężkich cierpieniach znajduję. W łóżku leży młoda kobieta różowa i uśmiechnięta.
— A gdzież ten krwotok? — pytam.
— A no był wczoraj — odpowiada — z nosa się lało.
— Więc poto mnie pani odrywa od 30-tu ubezpieczonych dzisiaj, żebym jechała do krwotoku, który był wczoraj. Do wypadków nienagłych wyjeżdżam popołudniu. A tu w ogóle mój przyjazd nie był potrzebny.
— Doktór jest od tego, żeby przyjeżdżał, kiedy się go wzywa, za to pani płacę — słyszę odpowiedź. — A płacą mi niecałe 300 zł. miesięcznie. Nie powtórzę co usłyszałam od „chorej“. Ani tego co ja jej powiedziałam. Nie wszyscy lubią brzydkie wyrazy.
Czekałam dwie godziny na pociąg powrotny. Tragarze nosili rzeczy. Wróciłam do domu o 4-tej popołudniu.
20-tu ubezpieczonych jeszcze czekało. Tylko ci, którzy byli naprawdę chorzy, odeszli. Nie mieliby siły tak długo czekać..
W międzyczasie wzywano mnie do porodu. Furmanka zajeżdżała dwa razy, bo innych lekarzy też nie można było znaleźć.
Ale przed chwilą przysłano posłańca na rowerze, że przyjazd niepotrzebny, rodząca zdążyła umrzeć.


Gdzie się dwóch bije, tam trzeci korzysta.

Jedyny wypadek, kiedy korzysta lekarz. Zdarza się najczęściej w okresie wesel. Bez bitki nie ma wesela.
Zazwyczaj budzą mnie o 2-giej lub 3-iej w nocy, jeden lub dwóch chłopów porznęli nożami. Jest na godzinę szycia. Pokrajany płaci z radością 40 zł. za szycie i za świadectwo lekarskie. Niech strona przeciwna ma koszty. Im cięższe uszkodzenie tym bardziej się cieszy. Posiedzi tamten dłużej w więzieniu.
Zaledwie spać się położyłam, przyjeżdża strona przeciwna. Jest znów godzina szycia. Znów płacą z radością 40 zł. Przecie to tamtych kosztuje.
Znów cieszą się, że ciężkie uszkodzenie. Zwłaszcza ten, który stracił oko.


10% podatek od nieszczęścia.

Popołudniu przychodzą pracownicy rolni. Nie ma ich dużo. Przed paru laty zniesiono ubezpieczenie fornali, gajowych i robotników leśnych. Na folwarku zapanowała radość; nie muszą płacić do Ubezpieczalni. Mogą wybierać lekarza. Mogą wzywać trzech do tej samej choroby. Dostaną droższe lekarstwa. Ponoszą tylko 10% kosztów, resztę pokryje pracodawca.