Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W pierwszym rzędzie oczywiście panom lekarzom, a dla pana chirurga brak mu poprostu stów. Proszę, co zostało po całej operacji: stosunkowo niewielka blizna. Lekki błędzik kosmetyczny, nieprawdaż? A panu doktorowi za „błyskawiczne“ rozpoznanie, także należy się pełne i zasłużone uznanie. Gorzej, że trzeba stale jeszcze zachowywać dietę, tak pan chirurg zalecił, czy może pan doktór będzie łaskaw trochę ją rozszerzyć, bo naprawdę ciężko przy tak ścisłej diecie pracować.
Na szczęście, pan chirurg był tak łaskaw i osobiście porozumiał się z szefem jego wydziału, który przyrzekł, że Chamerski dostanie lżejszą pracę.
Robimy jednak znaczne postępy w medycynie. Jeszcze przed kilku laty choroba taka jak przebicie wrzodu żołądka lub dwunastnicy była prawie, że śmiertelna. Rozpoznanie bez prześwietlenia żołądka i jelit było prawie niemożliwe, a gdyby nawet rozpoznanie ścisłe zostało postawione i lekarz ustalił bezwzględne wskazanie do operacji, to zanim przetransportowanoby ciężko chorego do najbliższego szpitala na prymitywnym wozie lub trzęsącej się dorożce, zanim załatwionoby kwestię materialną w szpitalu, nie byłoby właściwie już kogo ratować.
Szybce rozpoznanie, wygodny i rychły transport, wyszkolenie i doświadczenie chirurga zdecydowały tutaj o życiu człowieka.
Ch. nie bez powodu mógł być „dozgonnie“ wdzięczny. Szybkość rozpoznania, transportu i zabiegu chirurgicznego nie pozostawiały lnic do życzenia.
20 VI.Dzisiaj miałem no badaniu prawdziwego symulanta. Robił to jednak tak naiwnie, że naprawdę można było uśmiać się. Pokazywał na krzyż jako na siedlisko bólu, ale równocześnie nachylał się, podnosił przedmioty z ziemi, jak wytrenowany lekkoatleta. W międzyczasie zapomniał, gdzie go boli i podał ból w łopatce i to po przeciwnej stronie, niż rzekomy ból w krzyżu. Gdy trochę ostrzej na niego natarłem, przyzna się do winy.
Ma bardzo pilne roboty w polu — pan doktór wie, ma tam kilka morgów pola, coś tam majstruje koło stodoły i koniecznie musi zostać w domu — a fabryka — jak fabryka. Opuści pracę przez kilka dni bez usprawiedliwienia, wystawią go „za bramę“ — i pożegnaj się człowieku! z pracą na długie lata.
Te powody natury raczej gospodarczej nie mogły naturalnie być wystarczające do uznania go za niezdolnego do pracy. Także Komisjo Lekarska nie chciała uznać jego niezdolnośći do pracy i biedny „symulant“ musiał na inny czas odłożyć swe pilne prace w polu.
Symulacja jest dzisiaj tak rzadkim zjawiskiem, że ten naiwny symulant utkwił mi w pamięci. Kiedyś, w dobrych czasach ogólnego dobrobytu, kiedy roboty było dużo, fabryki miały masę obstalunków, płace robotników były stosunkowo wysokie — zjawisko symulacji choroby było bardzo rozpowszechnione.