Strona:Pamiętnik lalki (1939).djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Trudno, musimy być dla niej uprzejmi. A z tym plotkowaniem... — tu znów zniżył głos.
Następnego dnia przyjechała jakaś pani. Gdy była w salonie z rodzicami, Lunia przybiegła do swego pokoju zapominając zamknąć drzwi za sobą. Wzięła mnie na ręce i zaczęła opowiadać.
— Wiesz, przyjechała jedna pani. Nie pani a ciocia. Ma taki śmieszny kapelusz z piórami. W ogóle mi się nie podoba i mamusia bardzo się martwi, że przyjechała, ale musi być dla niej bardzo uprzejma, bo to straszna plotkara, zaraz wszystkim opowie, że została źle przyjęta. Więc ja też będę dla niej...
W drzwiach stanął w tej chwili ojciec Luni, blady z gniewu. Bez słowa zbliżył się do swej córki i wyjął mnie z jej rąk.

— Zabieram ci Lilkę na zawsze. Jutro wyjeżdżasz do miasta. Może tam poskromią twój straszny język, którym tyle już szkody sprawiłaś.

21