Strona:Pamiętnik Adama w raju.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cze nie nastała. Pod pewnym względem żałuję, że tak jest.
Niedziela — Minęła jakoś.
Poniedziałek — jak się zdaje, zaczynam rozumieć, po co istnieje tydzień: jest on ustanowiony po to, by dać ludziom możność odpoczynku po nudzie dnia niedzielnego, jest to bajeczna myśl, zwłaszcza w tutejszej miejscowości, gdzie bajeczne myśli tak rzadko powstają w głowie (Uwaga: Tę myśl najlepiej przy sobie zachować!)
Ewa znowu właziła na zakazane drzewo. Ściągnąłem ją stamtąd. Powiedziała, że nikt jej nie widział. Jak się zdaje, to uważała ona to za dostateczne usprawiedliwienie tak ryzykownego przedsięwzięcia... Powiedziałem jej to. Słowo „usprawiedliwienie“ wywołało w niej entuzjazm i — jak się zdaje — zazdrość. W istocie, bajeczne słowo!
Czwartek. — Powiada, że jest zrobiona z żebra, wyjętego z mojego boku. Jest to, bądź co bądź, wątpliwe, jeśli nie więcej. Nigdy nie zauważyłem braku jednego żebra... Ogromnie nie daje jej spokoju raróg. Ewa twierdzi, że powinien on się żywić nie trawą, a padliną. Ha, trudno, będzie jednak musiał raróg zadowolnić się tem, co ma. Nie możemy przecież dla jakiegoś raroga przewrócić do góry nogami całego systemu wszechświata!
Sobota. — Wczoraj wpadła do stawu, zapatrzywszy się na siebie, jak zwykle. Napiła się przy tem wody, ale powiada, że nie jest to wcale rzecz nieprzyjemna. Wypadek powyższy wtrącił ją w ubo-

9