Strona:Pamiętnik Adama w raju.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


stworzenia sobie cichego rodzinnego życia na wzór trzeciego piętra i — ciężko ścisnęło mu się serce.
Ujrzał naraz całą nicość, całą nietrwałość szczęścia, o jakiem marzył: ujrzał w przyszłości koło siebie i żony cały szereg młodych ludzi o pięknych jasnowłosych czuprynach, i przypomniał sobie męki z drugiego piętra i te środki, jakie ten pan przedsięwziął dla wybawienia się od tych mąk — i zrozumiał go dobrze!
— Po tem szystkiem, com widział, nie warto żyć dłużej; jest to i głupio i bezcelowo — z bolesnym, sarkastycznym uśmiechem pomyślał młody jegomość i, zsunąwszy brwi, padł z całej siły na trotuar ulicy.
I nawet mu serce nie drgnęło, gdy dotknął płyty trotuaru i, gdy zdruzgotawszy swe bezużyteczne już teraz ręce — rozmiażdżył czaszkę o twardy, bezlitosny głaz.

A gdy nad jego ciałem zebrał się niezliczony tłum gapiów, to nikomu ani do głowy nie przyszło, jak głęboką i skomplikowaną tragedję duszy przeżył ten młody jegomość przed chwilą!..



112