Strona:PL Zola - Ziemia.pdf/275

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Stary otworzył szeroko oczy ze zdziwienia, wziął jedną monetę i przełknął ją z wielką trudnością.
Hyacynt tłomaczył mu, że nie ma potrzeby się spieszyć a tymczasem połykał pieniądze jak śliwki. Gdy przełknął piątą sztukę, wszyscy powstali z miejsc i skąpili się naokoło niego, przejęci uwielbieniem. Nie widzieli nigdy, aby kto mógł łykać tyle pieniędzy.
Stary wieśniak włożył do ust czwartą sztukę złotą, gdy nagle przechylił się w tył, twarz mu zsiniała, rzężało mu w piersiach; przez chwilę wszyscy myśleli, że już wyzionął ducha. Hyacynt wstał z miną zadowoloną i pewną siebie: dobrze się powiodło, wynosił ze trzydzieści franków a to przecież coś znaczy.
Kozioł zaniepokojony, obawiając się, by go nie wmieszano w tę sprawę, jeżeli stary nie przyjdzie do zdrowia, wyszedł z izby i kazał zaprzęgać natychmiast. Wróciwszy, rozglądał się bezmyślnie po izbie, nie wspominając o zapłacie, chociaż sam zaprosił ich na przekąskę. Jan załatwił rachunek. To ostatecznie wprawiło skąpego Kozła w dobry humor. Gdy wyszli na podwórze, gdzie czekały oba wozy, poklepał Jana po ramieniu:
— Pamiętaj, żebyś był na naszym ślubie. Wesele odbędzie się pewnie za trzy tygodnie. Zachodziłem już do rejenta, podpisałem akt, wszystkie papiery będą gotowe.