Strona:PL Zola - Ziemia.pdf/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dziewczyna, śmiejąc się, podała mu pieniądze, pewna, że ich nie przyjmie. Ale Kozioł zagarnął je i schował do kieszeni. Następnie wolnym krokiem udali się wszyscy razem do zajazdu „Dobrego robotnika“.
Targ zbliżał się do końca. Pieniądze połyskiwały na słońcu, dźwięczały na stołach w handlach winnych.
W ostatniej chwili prędko dobijano targu. Na rogu placu świętego Jerzego zostało tylko kilkoro niesprzedanych zwierząt. Tłum odpływał powoli ku ulicy Wielkiej. Siedzące tam przekupki z owocami i jarzynami odchodziły, zabierając z sobą puste koszyki. Na placu, gdzie odbywała się sprzedaż drobiu, nie zostało również nic prócz słomy i pierza. Powoli wozy zaczęły się rozjeżdżać: we wszystkich karczmach zaprzęgano, odwiązywano konie, przywiązane za lejce do drewnianych drągów, plac otaczających. Na wszystkie strony, na wszystkich drogach słychać było turkot kół, wiatr nadymał niebieskie bluzy spieszących do domu wieśniaków.
Lengaigne odjechał już był do domu, zadowolony ze sprzedaży zboża i z kupna nowej łopaty. Macqueron i Berta chodzili jeszcze po sklepach. Matka Frimat odeszła do domu piechotą, uginając się pod ciężarem dwóch koszów, które napełniła gnojem, zebranym na placu. W aptece przy ulicy Wielkiej, zmordowana Palmyra stała już przeszło pół godziny, czekając aż jej przygotują