Strona:PL Zola - Nantas.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się spać w pierwszej lepszej przydrożnej oberży u bram wielkiego i ludnego miasta, które ma wziąć szturmem nazajutrz.
Dzieje Nantasa były krótkie. Syn murarza z Marsylii, rozpoczął studya od tamtejszego liceum, posyłany przez rodziców do szkół dzięki ambitnej miłości matki, której marzeniem było wykierować syna na pana. Rodzice zapracowywali się, byle go dopchać do bakalaureatu. Po śmierci matki jednak Nantas musiał przyjąć skromne miejsce u pewnego kupca, na którem wiódł przez lat dwanaście rozpaczliwie jednostajną egzystencyę. Dwadzieścia razy już byłby uciekł z Marsylii, gdyby go obowiązki synowskie nie przykuwały do ojca, który spadłszy z rusztowania stał się zupełnie niezdolnym do pracy. Obecnie on sam musiał zaspokoić wszystkie obudwu potrzeby. Jednego wieczora wszakże, wróciwszy do domu, zastał starca bez życia, z ciepłą jeszcze fajką u boku. W trzy dni potem, spieniężywszy odrobinę gratów, wyjechał do Paryża, mając w kieszeni dwieście franków.
W Nantasie tliła, odziedziczona po matce, uparta ambicya zrobienia karyery. Chłopak to był szybkiej decyzyi, z wolą zimną lecz mocną. Młodzieniaszkiem jeszcze mawiał o sobie, że jest „siłą.“ Śmiano się zeń często, gdy, zapędziwszy się w zwierzenia, powtarzał swe ulubione: „Jestem siłą“ — frazes ten bowiem nabierał dziwnie komicznego brzmienia, gdy się spojrzało na jego wytartą, prującą się