Strona:PL Zola - Kartka miłości.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XVI.

Podano letnią wodę do wypłukania ust, i panie delikatnie obcierały swe paluszki. Przy stole nastało chwilowe milczenie. Pani Deberle spojrzała dokoła; czy wszyscy skończyli, potem podniosła się nic nie mówiąc; goście poszli za jej przykładem, wśród wielkiego stuku krzeseł. Stary jakiś pan, który siedział z prawej strony gospodyni domu, pospieszył podać jej rękę.
— Nie, nie — rzekła sama prowadząc go do drzwi. — Będziemy pili kawę w małym saloniku.
Liczne pary posunęły się za nią. Na samym końcu dwie panie i dwóch mężczyzn dalej prowadzili rozmowę, nie myśląc przyłączyć się do szeregu. W małym salonie wróciła między gości. Kawa stała już na stole, na wielkiej tacy z laku. Pani Deberle z uprzejmością gospodyni domu troszczyła się o rozmaite gusta swych gości. Ale Paulina w większym jeszcze była ruchu, usługując przeważnie mężczyznom. Było około dwunastu osób, zwykła prawie ilość gości, które państwo Deberle zapraszali do siebie co środę, począwszy od grudnia. Wieczorem około dziesiątej wiele osób przybywało.
Panie Guiraud, filiżankę kawy — mówiła Paulina, zatrzymując się przed małym, łysym człowiekiem. — A prawda, nie pijasz je pan... A zatem, kieliszek kartuszki?
Ale zapominała się i zamiast kartuzki podawała koniak. Uśmiechając się, z miną pewną, obchodziła salon dookoła, zaciągając wszystkim w oczy swobodnie krążąc