Strona:PL Zola - Kartka miłości.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Widząc, że umilkła; ksiądz machinalnie, ze zwykłą swobodą spowiednika zadał pytanie.
— Imię, powiedz mi imię?
Wahała się; wtem dziwny szmer zwróci! Jej uwagę. Była to lalka, która pod palcami pana Rambaud wracała powoli do swego życia mechanicznego; zrobiła właśnie parę kroków na stole, przy czem maszynerya nie zupełnie jeszcze naprawiona nieprzyjemnie skrzypiała; potem przewróciła się na wznak i gdyby nie pan Rambaud byłaby zleciała na ziemię. Śledził ją z rękami wyciągniętemi i pełen ojcowskiego niepokoju, gotów do podtrzymania upadającej. Zobczywszy, że Helena odwróciła się, uśmiechnął się do niej, jak gdyby obiecując że lalka będzie chodziła i znowu zaczął coś dłubać w zabawie nożyczkami i dłutkiem. Joanna spała.
Helena, uspokojona tem cichem otoczeniem swojem, wyszeptała jedno imię na ucho księdzu. Ten nie poruszył się. Twarzy jego nie można było dojrzeć w cieniu. Po chwili milczenia — przemówił;
— Wiedziałem o tem, ale chciałem, byś mi sama wyznała.. Moja córko, musisz wiele cierpieć.
I nie dodał już ani jednego pospolitego frazesu o obowiązkach. Helena przygnębiona, straszliwie zasmucona tą pogodną litością księdza, znowu patrzała na iskry, które przetykały złotem ciemny płaszcz Paryża. Iskry te mnożyły się bez końca. Były to jak te ognie, co biegają po czarnym popiele spalonego papieru. Świecące te punkty wyszły naprzód z Trocadero i skierowały się ku środkowi miasta. Wkrótce inne ognisko ich ukazało się na lewo, ku Montmartere; potem inne znowu na prawo, po za Inwalidami, i jeszcze inne więcej w tyle, od strony Panteonu. Ze wszystkich tych ognisk od razu wylatywały szeregi małych płomyków.
— Czy pamiętasz rozmowę naszą — zaczął kiądz powoli. — Nie zmieniłem zdania mego... Powinnaś wyjść za mąż, moja córko.