Strona:PL Zola - Kartka miłości.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

dała słaby krzyk, wyciągnęła ręce, wyprężyła się i dostała ataku, który groził jej już od kilku dni.
Helena, szalejąc z bólu i przerażeni, uniosła ją nareszcie, z pomocą księdza, do dorożki; wsiadłszy sama, obróciła się ku portykowi i wyciągając drżące ręce. zawołała:
— To ten kościół! to ten kościół! — powtarzała z gwałtownością, a żal i zgryzota, co szarpały teraz jej serce, za ten miesiąc nabożnej rozkoszy, której tutaj używała, głęboko brzmiały w jej głosie.