Strona:PL Zola - Kartka miłości.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Ale uczuła jego rękę, dotykającą się jej dłoni. Cofnęła się w tył. Szczęściem, Joanna wracała, biegnąc.
— Mamo! Mamo! — wołała, ona mi kazała zmówić Ave za twoje szczęście.
I wszyscy troje zawrócili na ulicę Vineuse, a matka Fetu stąpała po schodach pasażu wód, kończąc swój różaniec.
Miesiąc upłynął. Pani Deberle dwa czy trzy razy jeszcze pokazała się na nabożeństwie. Jednej niedzieli, ostatniej, Henryk znowu ośmielił się czekać na Helenę i Joannę. Powrót był rozkoszny. Miesiąc ten upłynął nadzwyczaj przyjemnie. Mały kościołak zdawał się służyć na to, by ukołysać i przygotować wybuch namiętności. Helena uspokoiła się naprzód, szczęśliwa, że w tem schronieniu religji mogła kochać bez wstydu, jak się jej zdawało; ale głucha praca trwała wciąż, i kiedy chwilami budziła się ze swego odrętwienia nabożnego, czuła się opanowaną, skrępowaną węzłami, któreby poszarpały jej własne ciało, gdyby chciała je zerwać. Henryk trzymał się zawsze jeszcze z daleka i z uszanowaniem. Jednakże spostrzegała płomień, przebiegający mu po twarzy. Lękała się jakiegoś uniesienia szalonej żądzy. Sama siebie przestraszała się niekiedy, czując nagły przystęp gorączki.
Jednego poobiedzia wracając z Joanną z przechadzki, skierowała kroki na ulicę Annonciation i weszła do kościoła. Mała uskarżała się na wielkie zmęczenie. Do ostatniego dnia nie chciała przyznać się, że wieczorne nabożeństwo nużyło ją ogromnie, tak głęboką w niem znajdowała przyjemność. Ale policzki jej pożółkły jak wosk i doktór poradził długie przechadzki.
— Usiądź tu — rzekła matka. — Odpoczniesz... Zabawimy króciutko.
Usadowiła ją koło słupa. Sama uklękła trochę dalej. W głębi nawy robotnicy zdejmowali obicia, wazony z kwiatami; nabożeństwo majowe skończyło się poprzedzającego dnia. Helena ukrywszy twarz w dłoniach, nic nie widziała