Strona:PL Zola - Doktór Pascal.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

bliżu orzeźwiającego chłodu wody, szemrzącej łagodnie, podczas gdy dokoła sośnina, powietrze, cała posiadłość piekły się w słońcu popołudniowem!
Pascal zabrał tam również i flaszeczkę z substancyą nerwową. Postawiwszy ją następnie na stole, przypatrywał się jej z radością.
— Tak więc moja panienko — podjął tonem na poły tłumionej żartobliwości — nie ufasz wcale a wcale mojemu eliksirowi ożywczemu. A przecież równocześnie wierzysz w cuda?
— Mistrzu — odpowiedziała Klotylda — sądzę, że my nie znamy wszystkiego i nie możemy poznać.
Doktór poruszył się niecierpliwie.
— Ależ właśnie należy wszystko poznać.. Zrozumże nareszcie, ty mały uparciuchu, że nauka ani razu nie zdoła stwierdzić choćby jednego wyjątku od niezmiennych prawideł rządzących wszechświatem. Wszystko to po dzień dzisiejszy tkwi w inteligencyi ludzkiej i wątpię, czy zdołałabyś znaleźć wolę rzeczywistą, jakąkolwiek chęć poza granicami życia... I wszystko znajduje się tutaj; na świecie poprostu nie istnieje druga wola z wyjątkiem tej, która stwarza życie i wszystko ku życiu popycha, ku życiu coraz to bardziej rozwiniętemu i wyższemu.
Tu wstał, robiąc ręką ruch wspaniały; w tej chwili też opromieniał go taki zapał, że Klotylda podziwiała go, zachwycona taką młodzieńczością, mimo włosy zupełnie siwe.
— Czy chcesz, abym powiedział ci moje Credo, tak, moje, skoro zarzucasz mi, że nie chcę przyjąć twe-