Strona:PL Zola - Doktór Pascal.djvu/501

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Mistrzu, mistrzu, zabijasz się! — powtarzał Ramond drżąc cały, przejęty do głębi litością i podziwem.
Pascal nie słuchał go, nie rozumiał nawet. Namacał ołówek i nachylił się nad Drzewem, jak gdyby jego oczy, na poły już przygasłe, nie widziały dobrze. I po raz ostatni przyjrzał się członkom swej rodziny. Zatrzymał się przy imieniu Maksyma, gdzie napisał: „Umarł sparaliżowany w 1873,“ był bowiem przekonany, że synowiec nie przeżyje do końca roku. Potem zastanowiło go imię Klotyldy, tu znowu dopisał: „W 1874 ze stryjem Pascalem miała syna.“ Już konający, dogasający, szukał przecież siebie samego. A wreszcie, gdy odszukał siebie samego, siły mu wróciły i pismem spokojnem, czytelnem dokończył notatkę o sobie: „Umarł na chorobę serca 7 listopada 1873.“ Był to wysiłek ostateczny; chrapanie przedśmiertne powiększyło się i już, już dusił się, gdy spostrzegł pod liściem Klotyldy listek jeszcze niezapisany. Prawie nie mógł utrzymać ołówka w palcach, a przecież mimo to literami wykoślawionemi, wyrażającemi rozpacz ojcowską i konanie zarazem, zdołał jeszcze dodać: „Dziecię nieznane, mające się urodzić w 1874. Czem ono będzie?“ Tu tak z sił opadł, iż Ramond i Martyna z mozołem niesłychanym zdołali go zanieść na łóżko.
Trzeci atak powtórzył się o kwandrans na piątą. Twarz Pascala zdradzała bóle straszne, jakie mu zadawała duszność. Do końca jednak tkwił w nim uczony, obserwujący męczarnie chorego. Oczy zamglone tkwiły na zegarze, by śledzić godzinę. A Ramond widząc, iż po-