Strona:PL Zola - Doktór Pascal.djvu/475

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

wszystkiego, co człowiek ma w sobie żyjącego i ludzkiego zarazem.
Następnej nocy Pascal dostał nowego ataku anginy piersiowej.
Trwał on niemal pięć minut, chory sądził już, że się zadusi, nie mając nawet siły przywołać służącej na pomoc. Potem atoli, skoro znowu oddech mu powrócił, nie chciał trudzić Martyny, wolał nawet nikomu nie wspominać o tem pogarszaniu się choroby, przyszedł jednak równocześnie do przekonania, że się już wszystko z nim skończyło, a życia pozostaje mu najdłużej na jaki miesiąc.
Pierwszą myśl swobodniejszą poświęcił Klotyldzie.
Dlaczego nie miałby jej przyzwać z powrotem? Właśnie otrzymał od niej list dnia poprzedzającego i chciał odpowiedzieć zaraz rano.
Potem wracała często do jego serca troska o dokumenta. Gdyby umarł nagle, matka zostawszy panią placu, zniszczyłaby je niezawodnie, i nie tylko dokumenta, lecz i wszystkie jego rękopismy, wszystkie jego papiery, trzydzieści lat jego inteligencyi, tudzież jego pracy.
I w taki sposób spełniłaby się zbrodnia, której się tyle obawiał, zbrodnia, na samą myśl której, podczas nocy gorączkowych, zrywał się, drżąc na ciele całem, z słuchem wytężonym w stronę szafy, być może, właśnie wyłamywanej.
Nagle znowu przypomniał sobie Klotyldę, stwierdzając, iż wystarczy poprostu ją sprowadzić, aby zapobiedz wszystkiemu: skoro tu będzie, zamknie mu oczy