Strona:PL Zola - Doktór Pascal.djvu/468

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Tym razem atoli objawy tej duszności były tak wyraźne, że nie mógł się omylić i ból kłujący w okolicy serca, który zwolna rozszerzał się po całych piersiach i zstępował następnie wzdłuż lewej ręki, straszne uczucie przytem przygnębienia i strachu, podczas gdy równocześnie skórę oblewał pot zimny.
Była to ostra angina piersiowa.
Atak trwał najdłużej minutę; z początku nawet więcej go zdziwił, niż przestraszył. Ze zwykłem bowiem zaślepieniem, z jakiem lekarze zaniedbują stan własnego zdrowia, nigdy nie podejrzywał, jakoby serce jego znajdowało się w takiem niebezpieczeństwie.
W chwili, gdy się uspakajał, Martyna właśnie przyszła na górę oświadczyć, iż doktór Ramond jest na dole i ponownie uporczywie prosi, by go przyjąć.
A Pascal, ustępując, być może, potrzebie nieświadomej dowiedzenia się prawdy, krzyknął:
— A więc dobrze; niech przyjdzie, skoro jest tak uparty. Sprawi mi wielką przyjemność.
Obaj mężczyźni uścisnęli się w milczeniu, jedynem zaś wspomnieniem o nieobecnej, o tej, której odjazd pustkę spowodował w całym domu, był uścisk dłoni, silny, a wyrażający współczucie.
— Ani pan nie odgadnie — zawołał w chwilę potem Ramond — dlaczego przychodzę... W sprawie pieniężnej... Tak, mój teść, adwokat Lévêque, którego pan zna, jeszcze wczoraj mówił mi o funduszach pańskich, złożonych u notaryusza Grandguillota. I radzi on panu usilnie, abyś się około nich zakrzątnął, gdyż, jak mó-