Strona:PL Zofia Rogoszówna - Dzieci pana majstra.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kruk roześmiał się z uciechą,
aż dźwięknęło w sali echo:

— Kra! kra! a to sprytne sztuk!
Mądre jak prawdziwe kruki!
Toż to matka dziób rozdziawi,
gdy zobaczy ich strój paw!

I skrzydłami zaszeleści,
i znów słucha opowieści.

To pochyla swój łeb kruczy,
to z podziwu wzrok wyłupia,
to, podgardle gładząc, mruczy:
— Hm... ta Butka też niegłupia...

Lecz gdy wróżka w trwożnej męce
jękła, łamiąc białe ręce,
że najmilsze jej dzieciątko
zamieniło się w prosiątko,
że pierścionek jej porwało
i z rodzeństwem wdal pognało,
i że biedne to maleństwo
może wpaść w niebezpieczeństwo,