Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pióro, dobył z teczki papier i zasiadł do spisywania protokółu.
Adjutant polecił związać Diega. Znalazł się natychmiast jakiś postronek, którym związano mu w tył ręce. Tą czynnością zajął się starszy, poczem pod eskortą czterech ludzi wyprowadzono go z wenty, aby nie był obecny mojej indagacyi. Po wyprowadzeniu Diega adjutant zwrócił się do mnie:
— Nie mamy czasu w długie się zapuszczać wywody, prosimy więc pana krótko, treściwie i rzetelnie odpowiadać na zadane sobie pytania. Jakie jest imię pańskie, nazwisko i stopień wojskowy? Odpowiedziałem, a odpowiedź moją zaciągnięto zaraz do protokółu.
— Jakim sposobem pan się tu znalazłeś? Opowiedziałem w krótkości, w jakiem spotkaniu byłem ranny. Ponieważ straciłem przytomność, nie wiem, komu zawdzięczam zabranie mnie rannego z pola bitwy, ale zdaje mi się, że pomocy lekarskiej udzielił mi oddział Villa-Campy, który, jako ciężko rannego i nie przedstawiającego widoków życia, pozostawił mię na miejscu, w domu jakiejś ubogiej kobiety. Przyszedłszy o tyle do zdrowia, że mogłem się podnieść, by znaleźć dla siebie skuteczniejszą pomoc lekarską i uniknąć niewoli, puściłem się w drogę ku Madrytowi.
— Jakim sposobem poznałeś się z Diegiem?
— Spotkałem się z nim w drodze. Pieniędzy mu nie dałem, bom ich nie miał, ale obiecałem mu znaczne wynagrodzenie, jeżeli mnie szczęśliwie do Madrytu doprowadzi.
— A jakim sposobem dostałeś paszport?
— O tem nie wiem, bo to już było rzeczą Diega.