Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ku, nie Juan Poroz, ale Diego Sanz, najpierwszy i najsławniejszy kontrabandzista w całem królestwie Walencji.
Diego zamilkł, a szmer podziwienia, rozległ się pomiędzy słuchaczami, którzy od początku tej indagacyi tłumnie ku nam podstąpili. Słowa adjutanta podniosły go naraz wysoko w opinii słuchaczów, dając pochlebne wyobrażenie o jego zdolnościach i inteligencyi, zaraz też odezwały się głosy w gromadzie:
— Aha! to szpiegi francuskie! potrafimy się zabawić z nimi.
Adjutant kazał poddać nas ścisłej rewizyi. Starszy, jako w tem najbieglejszy, z kilku przybranymi ludźmi, czynnie i con amore zajął się rewizyą, ale, pomimo najtroskliwszych poszukiwań, nic nie znaleziono, bo nic nie mieliśmy. Odebrano nam tylko nasze noże katalońskie; w kieszeni Diega znaleziono parę realów drobną monetą, mnie zaś zabrano mój czarny woreczek z medalionem klatki Boskiej Częstochowskiej i pierścionkiem Manueli, które miałem zawieszone na szyi. Starszy chciał nawet poodwijać bandaże, owijające moje piersi, ale, że moja rana na piersiach, niedostatecznie wygojona, znowu się od trudów podróży otworzyła i krew się sączyć zaczęła, adjutant polecił nie ruszać bandaży.
Naczelnik bandy przy całej tej czynności dosyć się biernie zachowywał. Po skończonej rewizyi adjutant zwrócił się do naczelnika:
— Don Jaime — rzekł — co każesz z więźniami uczynić?
— A cóż — rzekł naczelnik — trzeba z nich przeprowadzić śledztwo i spisać protokół.
Te słowa nie podobały się widocznie zgromadzonej bandzie, której instynkt krwiożerczy chciał się jak naj-