Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wyzdrowienie. O Santa Cassilda, sea lodata! Ona to, jako patronka rannych, za przyczyną modlitw naszych, opiekowała się tobą. Toż, gdy już będziesz na bezpiecznem miejscu, nie zapomnij o tej świętej i o nas, którzyśmy ci służyli.
Stara, nie wiem skąd, bo byłem goły, jak święty turecki, miała wysokie o mnie, mojem znaczeniu i majątku wyobrażenie; zdawało jej się, że zaraz za Pyrenejami rozciąga się moje królestwo. Zapewniłem ją też, że jej usług nie zapomnę, i jeżeli mi Bóg tylko da zdrowie i szczęśliwy powrót do domu, to może liczyć na hojną moją wdzięczność.
Chodziło już teraz nie o to, czy uciekać, ale dokąd uciekać. Poddać się władzy było rzeczą nader niebezpieczną: życie człowieka jest rzeczą najwięcej lekceważoną w Hiszpanii, a cóż dopiero nieprzyjaciela. Ludność Walencyi już zaraz na początku powstania dała się poznać ze swej srogości i krwiożerczych instynktów, zamordowawszy kapitana Don Miguela Suavedra i wszystkich Francuzów, jacy się podówczas w tej prowincyi znajdowali. Niewątpliwie i mój los, jako jeńca, nie byłby lepszy, a w najpomyślniejszym razie odesłanoby mnie na Majorkę w niewolę wojenną, skąd najsmutniejsze i oburzające wieści o obchodzeniu się Hiszpanów z jeńcami od czasu do czasu nas dochodziły. Z narady, jaką Cyganka odbyła ze swym synem kontrabandzistą, wypadło, że ucieczka w kierunku Saragossy jest niemożliwa, gdyż po ustąpieniu wojsk francuskich wszystkie przejścia zajęły liczne oddziały powstańcze Villa-Campy. O wiele więcej szansy przedstawiała droga w kierunku Madrytu; Pedro, kontrabandzista, miał mi służyć w mej ucieczce za przewodnika.
Skoro się tylko zmierzchło dostatecznie, wcześniej,